W PGE Ekstralidze efektowne wyprzedzenie ma dziś bardzo konkretną wartość. Przy obecnych wyliczeniach jedna mijanka oznacza około 5150 zł z Funduszu Atrakcyjności. Najwięcej może na nim zyskać PRES Grupa Deweloperska Toruń – około 947 tys. zł. Na drugim końcu zestawienia jest Gezet Stal Gorzów z kwotą około 329 tys. zł, informuje kuriersportu.pl.

To jeden z ciekawszych finansowych eksperymentów w polskim sporcie. Kluby nie rywalizują wyłącznie o punkty, medale i miejsce w tabeli. Od sezonu 2026 znaczenie ma również to, ile prawdziwego ścigania kibice oglądają na ich torze.

W praktyce dobry tor może więc zarabiać dla klubu setki tysięcy złotych.

Fundusz Atrakcyjności PGE Ekstraligi ma 4,5 mln zł

Mechanizm nie pojawił się przypadkiem. PGE Ekstraliga zapowiadała jego wprowadzenie jeszcze przed sezonem 2026. Założenie było proste: część pieniędzy miała być dzielona nie po równo, lecz według atrakcyjności widowiska mierzonej przez oficjalną telemetrię.

Na Fundusz Atrakcyjności przeznaczono około 4,5 mln zł rocznie. Oficjalny serwis ligi wyjaśniał również, że podstawą rozliczenia będzie liczba wyprzedzeń rejestrowanych przez system telemetryczny. Szczegóły mechanizmu można znaleźć w zapowiedzi zmian opublikowanej przez PGE Ekstraligę.

Według informacji opublikowanych 1 października przez WP SportoweFakty, przy obecnym rozkładzie funduszu jedno wyprzedzenie jest warte około 5150 zł.

Nie chodzi więc o premię dla konkretnego zawodnika za pojedynczy manewr. Liczba mijanek na danym torze wpływa na udział klubu w całej puli 4,5 mln zł.

Ile dostaną kluby PGE Ekstraligi? Toruń zdecydowanie na czele

Największym beneficjentem nowego systemu jest PRES Grupa Deweloperska Toruń. Według aktualnego zestawienia klub może otrzymać około 947 tys. zł. Druga Betard Sparta Wrocław jest już niemal 270 tys. zł niżej.

Tak przedstawia się obecny podział Funduszu Atrakcyjności:

Jedno wyprzedzenie warte około 5150 zł: jak PGE Ekstraliga dzieli 4,5 mln zł między kluby

Liczba mijanek została oszacowana na podstawie podanych przez WP SportoweFakty kwot i orientacyjnej wartości około 5150 zł za jedno wyprzedzenie. Nie jest to oficjalna końcowa tabela telemetryczna PGE Ekstraligi. Same kwoty również zostały podane w zaokrągleniu.

Różnica między pierwszym a ostatnim miejscem wynosi aż 618 tys. zł. Toruń może więc otrzymać z tego mechanizmu niemal 2,9 razy więcej pieniędzy niż Gorzów.

To już nie jest symboliczna nagroda za widowiskową jazdę. Za różnicę między najlepszym i najsłabszym wynikiem można finansować realne działania klubu.

Co PGE Ekstraliga uznaje za wyprzedzenie?

Tu pojawia się istotny szczegół. Nie każda zmiana pozycji po starcie automatycznie trafia do statystyk Funduszu Atrakcyjności.

PGE Ekstraliga opublikowała zasady stosowane przez oficjalną telemetrię. Zgodnie z nimi:

  • mijanki liczone są dopiero od wyjazdu na prostą po pierwszym łuku,
  • pod uwagę brane są wyprzedzenia pomiędzy zawodnikami przeciwnych drużyn,
  • zawodnik musi znaleźć się całym obrysem motocykla przed rywalem,
  • przy wyprzedzeniu na samej mecie decyduje kolejność przecięcia linii mety.

Metodologię liga opisała dokładniej w materiale o rekordowej liczbie wyprzedzeń w sezonie 2026.

„Wyprzedzenia liczone są od wyjścia na prostą z pierwszego łuku” – wyjaśnia PGE Ekstraliga.

To ważne, bo Fundusz Atrakcyjności nie opiera się na subiektywnej ocenie tego, czy dany mecz był „ciekawy”. Liga próbuje sprowadzić atrakcyjność zawodów do mierzalnego wskaźnika.

Toruń zarabia na torze. Ponad 20 mijanek na mecz

Najlepiej nową rzeczywistość wykorzystał Toruń. Według SportoweFakty na Motoarenie notowano w tym roku ponad 20 mijanek na mecz. W Gorzowie było ich średnio około siedmiu.

To ogromna różnica i jednocześnie odpowiedź na pytanie, skąd bierze się przepaść finansowa między tymi klubami.

W Toruniu jeszcze kilka lat temu regularnie dyskutowano o tym, czy charakterystyka nawierzchni pozwala na odpowiednio dużo walki na dystansie. Zmiany dotyczące toru przyniosły jednak efekt, który w obecnym systemie można już przeliczyć bezpośrednio na pieniądze.

Każde dodatkowe 10 mijanek to przy obecnej wartości około 51,5 tys. zł większego udziału w funduszu.

Przykładowo:

  • 5 dodatkowych wyprzedzeń – około 25,8 tys. zł,
  • 10 dodatkowych wyprzedzeń – około 51,5 tys. zł,
  • 20 dodatkowych wyprzedzeń – około 103 tys. zł,
  • 50 dodatkowych wyprzedzeń – około 257,5 tys. zł.

To oczywiście przeliczenie przy obecnej orientacyjnej stawce. W rzeczywistości nie istnieje zagwarantowany z góry cennik „5150 zł za mijankę”. Wartość pojedynczego wyprzedzenia wynika z podziału ograniczonej puli pieniędzy pomiędzy wszystkie kluby. Im więcej mijanek zostanie zarejestrowanych łącznie, tym inaczej może wyglądać przelicznik.

Dlaczego klubowi ma się opłacać przygotować tor do mijania?

Właśnie tutaj widać najciekawszy element całego pomysłu. Przygotowanie nawierzchni sprzyjającej walce często wymaga pracy, zmian materiału, testów i dodatkowych wydatków. Do tej pory klub ponosił taki koszt głównie po to, by stworzyć lepsze widowisko dla kibiców.

Fundusz Atrakcyjności dokłada do tego bezpośrednią zachętę finansową.

Klub może zyskać, gdy:

  • tor pozwala zawodnikom korzystać z kilku ścieżek,
  • nawierzchnia umożliwia skuteczne ataki na dystansie,
  • o wyniku biegów nie decyduje niemal wyłącznie start,
  • liczba zmian pozycji rośnie przez cały sezon.

SportoweFakty wskazuje przykład Grudziądza, gdzie planowane są większe prace przy nawierzchni oraz zwiększenie nachylenia łuków. Nie oznacza to oczywiście, że każda inwestycja w tor wykonywana jest wyłącznie z powodu funduszu, ale finansowy argument stał się znacznie mocniejszy niż wcześniej.

Fundusz może wzrosnąć do 9 mln zł? Na razie to tylko pomysł

Wokół rozwiązania pojawiła się już dyskusja o jego rozszerzeniu. Według SportoweFakty rozważany jest scenariusz, w którym pula Funduszu Atrakcyjności zostałaby zwiększona nawet z 4,5 do 9 mln zł.

Nie jest to jednak zatwierdzona zmiana. Na 1 października jest to propozycja do dyskusji, a nie decyzja obowiązująca w kolejnych rozgrywkach.

Gdyby jednak hipotetycznie podwoić fundusz i pozostawić obecne proporcje, skala premii zmieniłaby się radykalnie:

Jedno wyprzedzenie warte około 5150 zł: jak PGE Ekstraliga dzieli 4,5 mln zł między kluby

Druga kolumna pokazuje aktualne wyliczenia SportoweFakty, natomiast wartości dla puli 9 mln zł są wyłącznie matematyczną symulacją przy zachowaniu obecnych proporcji.

W takim wariancie różnica pomiędzy Toruniem i Gorzowem wzrosłaby z około 618 tys. do 1,236 mln zł. Przy takiej skali klubom znacznie trudniej byłoby zignorować finansowe skutki mało atrakcyjnych zawodów.

Fundusz Atrakcyjności zmienia sposób myślenia o żużlu

Najciekawsze w całym rozwiązaniu jest to, że nagradzany nie jest bezpośrednio wynik meczu. Drużyna może zdobyć dwa punkty w tabeli przy niewielkiej liczbie wyprzedzeń albo przegrać niezwykle widowiskowe spotkanie. Fundusz działa obok klasycznej sportowej rywalizacji.

Po raz pierwszy przygotowanie toru, które pozwala kibicom oglądać więcej walki na dystansie, ma tak łatwą do pokazania wartość finansową.

System nie jest przy tym pozbawiony pytań. Już na początku sezonu pojawiały się dyskusje o tym, czy telemetria zawsze liczy mijanki tak samo jak obserwujący zawody statystycy. Jednak liga korzysta z jednej, zdefiniowanej metodologii dla wszystkich ośrodków, a to właśnie dane oficjalnego systemu są podstawą podziału pieniędzy.

Na dziś rezultat jest bardzo wyraźny. Toruń prowadzi nie tylko pod względem atrakcyjności toru mierzonej liczbą wyprzedzeń, ale może dzięki temu otrzymać prawie milion złotych. Gorzów, z dużo mniejszą liczbą mijanek, traci do lidera ponad 600 tys. zł.

Jeżeli w przyszłości Fundusz Atrakcyjności rzeczywiście zostanie zwiększony, walka o każdą mijankę może mieć dla klubowych budżetów jeszcze większe znaczenie.

Warto też sprawdzić, kto może zastąpić Ryana Douglasa w PSŻ Poznań i co w tej sprawie potwierdził prezes.