Do siódmego tytułu mistrza świata Bartoszowi Zmarzlikowi zabrakło naprawdę niewiele. Przed ostatnim biegiem sezonu wszystko wciąż było w jego rękach. Drugie miejsce w finale Grand Prix Polski oznaczałoby remis z Robertem Lambertem w klasyfikacji generalnej i dodatkowy wyścig o złoto. Zmarzlik dojechał jednak trzeci. Brytyjczyk wygrał i został mistrzem świata z przewagą zaledwie dwóch punktów, informuje kuriersportu.pl.
Finał w Toruniu nie był przy tym historią o jednym fatalnym wieczorze Polaka. Zmarzlik wygrał część swoich biegów, przebił się przez wyścig ostatniej szansy i dotarł do finału. Problem polegał na tym, że Lambert niemal nie dawał rywalom miejsca na błąd.
O tytule, na który pracuje się przez cały sezon, zdecydowało ostatecznie kilkadziesiąt sekund ostatniego wyścigu.
Zmarzlik przed Grand Prix w Toruniu znów był liderem
Jeszcze przed sobotnimi zawodami sytuacja wyglądała inaczej. Po rundzie w Vojens liderem cyklu był Robert Lambert z dorobkiem 142 punktów. Zmarzlik miał 141, a Brady Kurtz 139. Tak wyglądała klasyfikacja publikowana przed finałem przez oficjalny serwis FIM Speedway.
W Toruniu pierwsza zmiana nastąpiła jeszcze przed głównym turniejem. Zmarzlik awansował do sprintu i zdobył w nim trzy punkty, podczas gdy Lambert nie zakwalifikował się do dodatkowego biegu. Polak rozpoczął więc wieczorne Grand Prix jako lider z dwoma punktami przewagi.
To była sytuacja komfortowa tylko pozornie. Przy tak małych różnicach każde miejsce w końcowych biegach zmieniało układ walki o mistrzostwo.
Lambert stracił punkt i potem już się nie pomylił

Pierwsze bezpośrednie starcie dwóch głównych kandydatów do złota wygrał Zmarzlik. Lambert był drugi. Jak się później okazało, był to jedyny punkt stracony przez Brytyjczyka w zasadniczej części jego wieczoru.
Potem zawodnik związany z toruńskim klubem wygrał cztery kolejne biegi. Rundę zasadniczą zakończył z 14 punktami i zapewnił sobie bezpośrednie miejsce w finale. Zmarzlik musiał natomiast przejść przez dodatkowy bieg ostatniej szansy.
- Robert Lambert – 14 punktów po pięciu startach i bezpośredni awans do finału,
- Bartosz Zmarzlik – zwycięstwo w biegu ostatniej szansy i awans do finału,
- Brady Kurtz – również awans przez dodatkowy bieg,
- Patryk Dudek – czwarty uczestnik decydującego wyścigu.
Szczegółowe wyniki zawodów i kolejność wszystkich biegów opublikował serwis WP SportoweFakty.
Co naprawdę zdecydowało o utracie mistrzostwa?
Najłatwiej byłoby wskazać tylko ostatni start Zmarzlika. To jednak nie wyjaśnia całej sytuacji.
Lambert przez większość zawodów był szybszy i przede wszystkim regularniejszy. Dzięki temu znalazł się w finale bez konieczności jazdy w dodatkowym wyścigu i miał lepszą pozycję przy wyborze pola startowego. Zmarzlik po awansie z biegu ostatniej szansy nie miał już takiego komfortu.
W finale Lambert świetnie wyszedł spod taśmy. Zmarzlik startował z trzeciego pola i został z tyłu. Na dystansie zdołał wyprzedzić Patryka Dudka, ale Brady Kurtz pozostał przed nim.
„Ciężko było wyjechać z tego trzeciego pola. Może powinienem wziąć czwarte, ale to już historia” – powiedział Zmarzlik po zawodach, cytowany przez Przegląd Sportowy Onet.
Drugie miejsce zmieniłoby wszystko. Przy zwycięstwie Lamberta i drugiej pozycji Zmarzlika obaj zakończyliby sezon z identycznym dorobkiem 162 punktów. Konieczny byłby dodatkowy wyścig o mistrzostwo świata. Trzecie miejsce Polaka oznaczało jednak 16 punktów za toruńską rundę i zakończenie sezonu z wynikiem 160 punktów.
Klasyfikacja SGP 2026 po finale w Toruniu
| Miejsce | Zawodnik | Punkty za GP w Toruniu | Punkty w sezonie |
|---|---|---|---|
| 1. | Robert Lambert | 20 | 162 |
| 2. | Bartosz Zmarzlik | 16 | 160 |
| 3. | Brady Kurtz | 18 | 157 |
Końcową klasyfikację cyklu opublikował również serwis WP SportoweFakty. Lambert został mistrzem świata po raz pierwszy w karierze. Zmarzlik zdobył srebro, a Kurtz brąz.
Nie tylko Toruń. Zmarzlik wskazał, gdzie uciekło złoto
Sam Zmarzlik nie sprowadzał porażki wyłącznie do wyboru pola czy ostatniego startu. Po zawodach zwrócił uwagę na wcześniejsze rundy sezonu. Jego zdaniem szczególnie kosztowne były występy w Łodzi i Vojens.
I właśnie to dobrze pokazuje, jak należy patrzeć na różnicę dwóch punktów. Finał w Toruniu przesądził o tytule, ale nie był jedynym miejscem, w którym można było te dwa punkty znaleźć. W mistrzostwach składających się z wielu rund każda słabsza seria startów wraca na koniec sezonu w tabeli.
Z drugiej strony Lambert zasłużył na złoto czymś więcej niż jednym udanym finałem. Brytyjczyk w drugiej części sezonu gwałtownie odrobił straty. Według Przeglądu Sportowego Onet przed Toruniem zdobył aż 100 ze 108 możliwych punktów w pięciu poprzednich rundach. Na Motoarenie dołożył zwycięstwo i przypieczętował najlepszy sezon w swojej karierze.
Zmarzlik kończy karierę? Odpowiedział jasno
Srebro nie oznacza końca walki Zmarzlika o rekordowy siódmy tytuł. Po zawodach 31-letni Polak jasno zapowiedział, że zamierza wrócić do walki w sezonie 2027.
W rozmowach po finale podkreślał, że nie kończy kariery i nadal chce osiągnąć swój cel. Wskazywał również, że dodatkową motywacją jest dla niego rodzina oraz możliwość odnoszenia największych sukcesów na oczach dzieci. Jego wypowiedzi po zawodach przytacza Przegląd Sportowy Onet.
Polak ma już 10 medali indywidualnych mistrzostw świata: sześć złotych, trzy srebrne i jeden brązowy. W Toruniu zabrakło mu dwóch punktów, by zrobić kolejny krok w stronę samodzielnego rekordu liczby tytułów.
Po takim finale pytanie nie brzmi więc, czy Zmarzlik spróbuje jeszcze raz. Sam zawodnik już odpowiedział: sezon 2026 zamyka i zaczyna myśleć o kolejnym ataku na złoto.
SGP 2027 zapowiada kolejną wielką walkę
Układ sił po tym sezonie stał się znacznie ciekawszy. Lambert udowodnił, że potrafi nie tylko regularnie stawać na podium, lecz także wytrzymać presję walki o mistrzostwo do ostatniego biegu. Kurtz drugi rok z rzędu pozostawał blisko najważniejszego trofeum. Zmarzlik natomiast po czterech kolejnych mistrzostwach musiał oddać koronę.
Dla Polaka może to być nowa sytuacja, ale nie nowy problem. Ostatni raz sezon bez złota kończył w 2021 roku. Teraz do kolejnej kampanii przystąpi już nie jako obrońca tytułu, lecz jako zawodnik próbujący go odzyskać.
Dwa punkty z Torunia pozostaną najmniejszą możliwą przestrogą przed sezonem 2027: przy tak wyrównanej stawce nie ma już rund, w których można pozwolić sobie na straty.
Warto też sprawdzić, co transfer Kevina Fajfera do Stali Gorzów oznacza przed barażem z PSŻ i czy pojedzie już w niedzielę.




Dyskusja (2)